czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 4





„[...] przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu [...].”


Znacie to uczucie, gdy cały wasz świat w jednej chwili staje na głowie? Wydaje się wtedy, że czas płynie w zwolnionym tempie, że to po prostu sen. Uparcie chcecie w to wierzyć, mimo wszystko. Wasz mózg staje w miejscu, przegrzewa się, jest niezdolny do pracy. Wyłączacie się i tępo wpatrujecie w przestrzeń, czekając na jakiś znak, który pokaże, że to jednak tylko cholerny żart.


Czemu właściwie wygadałaś się przed Jasperem? Dlaczego nie Alex?


Alex... Zawsze chciał zastępować mi rodziców, jednocześnie udając zabawnego super-brata. Nie jest taki surowy, jakiego często zgrywa, ale... Nie chcę, aby się o mnie martwił. Niedługo dostanie nerwicy, wini się za każdy mój wybryk. Jego nadopiekuńczość jest męcząca, lecz... to przyjemnie, gdy wiesz, że komuś na tobie zależy.
Jaspera znam z Instytutu. Pięć lat starszy, często mi dokuczał, ale nie złośliwie. Lubiłam z nim rozmawiać, mimo różnicy wieku dogadywaliśmy się. Gdy mieszkał w Instytucie był trochę... r o z r y w k o w y. Co dziwne, bo z jego mocą powinien zachowywać się bardziej jak Alex.
Johnson jest empatą, potrafi wyczuwać emocje i je kontrolować, podobnie jak Kate. Zapewne d e l i k a t n i e nakłonił mnie do otwarcia się, nie zdając sobie z tego sprawy. Nigdy nie był wścibski, nie używał też swojej mocy na mnie, bo wiedział, że „nie wolno denerwować le Fay”. To taka niepisana zasada z czasów, kiedy moja moc była niestabilna. Dokładnie jak teraz.
– Panno le Fay? Czy... dobrze się czujesz? – Helga próbowała zgrywać twardą, ale bała się spojrzeć mi w oczy. Jednak mój „mini” pokaz fajerwerków zrobił na niej wrażenie. Wyprostowana jak struna znów zlustrowała mnie wzrokiem, po czym szeptem zwróciła się do Jaspera: – W jej dokumentach napisano, że ta moc jest destrukcyjna, a dokładny opis miejsca, w którym przetrzymywano ją i jej koleżankę, pół-wilkołaka, wskazywał, że jest też niezwykle potężna. Pytanie tylko, dlaczego po tylu latach ćwiczeń nadal nad nią nie panuje?
Prychnęłam głośno. Tamara nie była tylko „pół-wilkołakiem”.
Zalała mnie fala goryczy i niedowierzania za razem. Co tu się dzieje, do cholery? Przecież Gould słyszała to, co powiedziałam. Gdy się wygadałam, miałam w głębokim poważaniu jej obecność. Teraz drażniła mnie myśl, że jestem cholernie naiwna i nieuważna. Osoba taka jak ona teoretycznie powinna zachować profesjonalne podejście, lecz kto wie, czy nie zdradziłaby moich sekretów pierwszej lepszej koleżance z wydziału?
Jasper zmarszczył brwi.
– Dziękuję za pomoc, pani Gould. Z resztą poradzę sobie sam – rzucił, zbywając ją machnięciem dłoni.
Helga rozejrzała się niepewnie wokół, a po chwili wyszła, pożegnawszy się cichym „Do widzenia”.
– Co się właściwie dzieje? Wspaniałomyślny pan Jasper będzie zgrywał dobrego samarytanina, czy od razu wyśle mnie do Munga? Bo z tym Hogwartem to żart, nie?
Błagam, niech to będzie żart. Pieprzony żart. 
– Mówię serio – usiadł przy mnie. Stykaliśmy się ramionami, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Gdzie jest ukryta kamera, jak w tych mugolskich reality show? – Potrzebujesz pomocy, Cath.
– Nie jestem obłąkana. Mam po prostu... mały, gorący problemik? – spróbowałam zlekceważyć jego oskarżenia. Nie chodzi tylko o kolejne lata stracone na rzecz szkoły, ale o moją wolność. Chcę spokoju, nie masy lekcji, które już przerobiłam. Przeraża mnie perspektywa życia Łowcy, ale Hogwart... to nie moja bajka. Chociaż, gdybym się postarała... Nie! Dziwne, przez chwilę wydawało mi się, że... nieważne.
– Twojego, jak to stwierdziłaś, g o r ą c e g o p r o b l e m i k u nie wolno bagatelizować – odparł, poklepując mnie po przedramieniu, leżącym swobodnie na kolanach. Kolejna fala dreszczy... co do... z a r a z.
Błyskawicznie zsunęłam się na posadzkę. Trampki z głuchym piskiem zetknęły się z podłożem. Dygotanie ustało, ale dla pewności poprawiłam rękawy bluzy. Objęłam się ramionami i odwróciłam do Jaspera.
– Nie próbuj tego więcej – syknęłam i ruszyłam w kierunku drzwi.
– Hej! Gdzie pannie tak śpieszno? – W jednej chwili zastąpił mi drogę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Nie twój zasrany interes. N i g d y nie baw się moimi uczuciami, dupku.
– A właśnie, że mój. Przy okazji, grzeczniej, bo pożałujesz – rzucił i puścił mi perskie oczko, co sprawiło, że dygotałam z wściekłości. – Mamy jeszcze sporo spraw do omówienia.
– Jak cię kopnę w d...
Wyjął z kieszeni dżinsów różdżkę i smagnął nią krótko. Malutka kuleczka fioletowych iskier pomknęła w moją stronę. Zdezorientowana, chwilę wpatrywałam się w nią, po czym bez zastanowienia pstryknęłam palcami i wyczarowałam tarczę. Niestety – za późno.
Kulka wniknęła w moje ciało, wywołując nieprzyjemne mrowienie. Jasper schował magiczny badyl z powrotem, przyglądając się uważnie mojej reakcji.
– Co. Ty. Do. K...URCZAKA N-N-ĘDZNEGO ZROBIŁEŚ!?
Dopiero po chwili to zrozumiałam, podczas gdy Jasper wył ze śmiechu, łapiąc się za brzuch.
– Ty... jak... h...olender j-ja-jasny! Zabiję cię, słyszysz! Ty p...rzyprawiony du-du-dudku!
Dysząc z wściekłości, zacisnęłam pięści, wbijając paznokcie w skórę.
Moment. Dlaczego tu jest tak... g o r ą c o? 
Zerknęłam ukradkiem w dół. Oczywiście. Widocznie nabrzmiałe żyły, biegnące tuż pod skórą dłoni pulsowały delikatnym blaskiem, zgodnie z przyspieszonym rytmem serca.


Stop, Cath! Jego nie chcemy przerobić na dupko-doga, tak?


Wdech i wydech. Przygryzając wargę, usiłowałam powstrzymać moją moc. Przynajmniej mogę przeklinać w myślach. 
Szlag. Kogo ja próbuję oszukać?
– Co dokładnie zrobiłeś? – mruknęłam przez zaciśnięte zęby, podczas gdy strużka świeżego potu spływała po mojej skroni.
– Utemperowałem twój język – rzucił, ocierając łezki, które nagromadziły się w kącikach oczu. – Widać, jestem nie tylko niesamowicie kreatywny, ale i genialny.
Wywróciłam oczami.
– Nie zapominaj o swej ogromnej skromności – dodałam, licząc każdy oddech. Moje żyły przestały już świecić, więc na razie kryzys zażegnany. – Co to za zaklęcie, Genialny-I-Skromny-Panie-Jasperze?
– Pff – prychnął. – Nie waż się ze mnie kpić, młoda, bo do końca życia nie dostaniesz przeciwzaklęcia.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Morgano, w co ja się znowu wpakowałam?
– Czego chcesz?
– Hmm... – Chłopak zamyślił się na chwilę, tradycyjnie gładząc się po podbródku. – Wytłumaczenia.
Parsknęłam i oparłam dłonie na biodrach, mimowolnie się uśmiechając.
– Czyżbym była aż tak skomplikowana, że Genialny Jasper Johnson nie jest w stanie
mnie rozgryźć? To nieprawdopodobne! Muszę to zapisać w kalendarzu.
Ruszyłam w stronę rzędów ław, czekając na jego reakcje.
– Dlaczego jesteś tak cholernie uparta? – warknął, gdy byłam już blisko celu. – Dlaczego nie dasz sobie pomóc?
Skonfundowana, zamarłam wpół kroku.
– C-co?
– Słyszałaś co. Przestań udawać, że dasz radę i posłuchaj starszych, Cath. Możesz oszukiwać siebie, ale twoi bliscy to widzą. Kiedy ostatnio coś jadłaś?
Tylko siłą woli powstrzymałam się od rzucenia wiązanką przekleństw.


Spokojnie Cath. Damy radę. Nikt się nie dowie. Słodka tajemnica.


Stałam plecami do niego, w myślach licząc do dziesięciu. Odrzekłam powoli, udając znudzenie:
– Przed wylotem, na lotnisku. Przepraszam, ale czy nie powinniśmy wyjaśnić raczej powodów mojego wyjazdu do Szkoły dla Ułomnych w Hogwar... Ups, to chyba nie tak szło.
Usłyszałam głębokie westchnięcie, po czym poczułam dłoń Jaspera na swoim ramieniu.
– Niechętnie to przyznaję, ale masz rację – powiedział, ponownie wyjmując z kieszeni różdżkę. – Co nie oznacza, że ci odpuszczam. Kiedyś dokończymy ten temat. Accio!
Ze sterty przedmiotów obok tarcz dotarł do nas dziwny dźwięk, coś jakby... szelest papieru ozdobnego. Po chwili wyłoniła się stamtąd torba, którą dostałam podczas zakończenia roku.
– A to...? – mruknęłam, wznosząc oczu ku górze.
Jasper wziął torbę do ręki, po czym wyjął z niej pudełko na biżuterię.
– Nie mów, że nie zobaczyłaś, co dostałaś, bo ci nie uwierzę.
Skrzyżowałam ręce na piersi. Spore pudełeczko z metalu, połyskującego dziwnym blaskiem, miało na wierzchu wygrawerowany płomień. Ktoś tu uważa, że ma poczucie humoru.
– To uwierz. Czy możesz łaskawie wyjaśnić mi tę mistyczną tajemnicę, z powodu której przetrzymujesz mnie tu tyle czasu? 
Gdy otworzył szkatułkę, wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. No, tego się nie spodziewałam.
Na błyszczącym, szmaragdowym materiale leżały dwie bransolety. Zrobiono je z jakiegoś srebrnego metalu, który w blasku pochodni mienił się tysiącem barw. Na gładkiej powierzchni zostały jedynie wygrawerowane słowa: „συγκρατεί” na jednej, a „φωτιά” na drugiej ozdobie.
– To na pewno ci się przyda.
Johnson podał mi pudełeczko. Było dziwnie ciepłe w dotyku. Uważnie przyjrzałam się napisom, palcem badając zagłębienia w metalu.
– To grecki... Są zaczarowane? – zapytałam, odwracając wzrok od prezentu.
Nie odezwał się, jedynie kiwnął głową. Szaro-błękitne oczy uważnie obserwowały moją reakcję.
Wzięłam do ręki jedną z bransolet, oddając mu szkatułkę. W przeciwieństwie do opakowania, była nienaturalnie zimna, jakby wyjęta z zamrażarki.
– Zobaczymy.
Przeszedł mnie dreszcz podniecenia, gdy, podwinąwszy rękaw bluzy, wsunęłam ją na lewą rękę.
– Cath, uważaj. To nie jest zabawka – ostrzegł Jasper surowym tonem, marszcząc brwi. Przezornie odsunął się o krok.
Na początku luźna, ozdoba sama dopasowała się do mojego nadgarstka. Słowo wyryte na niej zabłysło delikatnym, błękitnym blaskiem, po chwili zgasło. 
– Do czego służą?
– Ochronią ciebie i innych.
– Skrytobójstwo? W taki sposób? Mam jeszcze trzydzieści sekund życia? Cóż, macie bardzo kreatywne metody. Przyznam, że się nie spodziewałam, choć wydanie na mnie kupy kasy i pozbycie się tak nagle nie wydaje się rozsądne.
Jasper odchrząknął znacząco, patrząc na mnie wymownie. Diabelski uśmieszek błąkał się gdzieś w kącikach moich ust.
– A tak serio, co mam zrobić? – rzuciłam, zaciskając i otwierając pięści. – Ręka mi drętwieje.
– Przyzwyczajają się do nowego właściciela. Włóż drugą. 
Gdy ozdoba znalazła się na swoim miejscu, zabłysła w podobny sposób, jak jej koleżanka. Niepewnie poruszyłam palcami.
– B-będziesz się tak gapić, czy łaskawie mi coś wyjaśnisz? – wymamrotałam, krzywiąc się. Nie bardzo wiedziałam, co zrobić z rękami. – I co teraz? 
Głuchy na moje uwagi Jasper tylko na mnie patrzył. Wyraźnie na coś czekał. Byle nie na wielkie bum.
Zamknęłam oczy. Skupiłam się na wyłapaniu jakiejkolwiek zmiany. Mrowienie w rękach. Zrobiło się troszeczkę cieplej. Ale poza tym – nic szczególnego.
Nagle... c o ś się naprawdę zmieniło. Źródło ognia, punkt, z którego pochodził, znajdowało się dotąd w bliżej nieokreślonym miejscu. Byłam nawet skłonna stwierdzić, że on po prostu jest, tak samo jak moja magia. Teraz go czułam. Oczami wyobraźni widziałam mieniący się na wiele barw ognik w okolicy serca. Stąd uczucie rozchodzenia się go po żyłach, razem z krwią, choć to fizycznie niemożliwe. 
Nigdy nic go nie ograniczało. Wydostawał się kiedy chciał, bywał naprawdę ciężki do poskromienia. Walka z nim przypominała tresurę dzikiego zwierzęcia i to wyjątkowo niepokornego. Spokojnie mogę nazwać się więc treserem mocy. Czasem myślałam, że to już koniec, że zniknął, wypalił się, a z nim moja chęć do życia. A potem wracał, dwa razy silniejszy, czyniąc mnie niestabilną i niebezpieczną. Ten niekończący się pojedynek trwał długo, do jedenastego roku życia. Nie potrafię tego opisać – najzwyczajniej w świecie walka ustała. Mój wewnętrzny ogień, dotychczas szalejący pożar, przeistoczył się w ten właśnie wesoły ognik, ogrzewający mnie od środka.
Wokół niego zgromadziło się teraz coś w rodzaju... ściany. Tak, tak to można opisać. Odcięło dostęp do siatki żył, jedynego „wyjścia” na zewnątrz. Płomyk usiłował przebić się przez osłonę, lecz na próżno. 
Otworzyłam oczy i przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej.
– Jak się czujesz? 
Johnson uśmiechnął się krzywo i włożył ręce do kieszeni.
– Trochę ograniczona, ale dzięki za troskę – spojrzałam na swoją rękę, a następnie na niego. – One... mają zatrzymać moc w środku...?
Wzruszył tylko ramionami i po raz kolejny kiwnął głową z aprobatą. W jego oczach widać było zaciekawienie.
– Jak to jest? Coś cię ściska od wewnątrz? 
Tym razem ja wzruszyłam ramionami.
– Poniekąd. A teraz...?
Popatrzył na mnie chwilę zamyślony, a potem klepnął się w czoło.
– No tak! Czasami łapie mnie skleroza – zaśmiał się, mrużąc oczy.
– To nazywa się starość, Jasp, starość – poklepałam go niepewnie po ramieniu, uważnie wsłuchując się w swoją moc. Ona jednak nadal była stabilna, co podniosło mnie na duchu. – Teraz czekać tylko na zakola i siwiznę, jak u Pottera. Mam kilka pytań, jeśli zechcesz na nie odpowiedzieć.
Zaciągnęłam go w stronę ław, gdzie usiedliśmy. Po krótkim, oficjalnym wstępie – który przypomniał mi, jak bardzo nienawidzę teorii czegokolwiek – przeszedł do rzeczy:
– Bransolety są właściwie obroną dla ciebie, ale i zagrożeniem – kontynuował swym charakterystycznym, mentorskim tonem, a ja spojrzałam na ozdoby z lekkim niepokojem. – Powstrzymują twój ogień, to prawda. Zbyt długie powstrzymywanie go jednak doprowadzi do jego kumulowania się, co wiąże się potem z nieuchronnym wybuchem. Jest to ogromnie niebezpieczne, gdyż nie wiemy, do czego byłabyś wtedy zdolna i szczerze wolimy nie wiedzieć. Dobrze by było, gdybyś nosiła je w Hogwarcie osiem, no, maksymalnie dziesięć godzin. Powiedzmy, od ósmej do osiemnastej. Ustaliliśmy, że wybuchasz, gdy odczuwasz jakieś silne emocje, więc staraj się znaleźć cywilizowany sposób na wyładowanie ich. Im bardziej stresujący był dzień w szkole, tym krócej noś też bransoletki. One nagrzewają się, gdy masz je na sobie, a im cieplejsze są, tym bliżej do ataku. Gdyby zaszła sytuacja, że zdejmujesz je i czujesz, że ich temperatura jest bardzo wysoka, natychmiast je schłodź. Może to zapobiec ucieczce mocy na zewnątrz. Coś jeszcze... a, tak! 
– Mów do mnie jeszcze – mruknęłam, ziewając. Zarzuciłam kaptur na głowę i niemal położyłam się na blacie – tylko obudź jak skończysz. 
Zlustrował mnie groźnym spojrzeniem, szturchając lekko pięścią w bark.
– Musisz słuchać uważnie, Cath. Jeszcze tylko chwilka.




Jasper zachowuje się czasem jak prawdziwa kobieta. Żyje też w innym wymiarze czasowym, gdyż jego „chwilka” trwała ponad godzinę. Spędziłam więc na dole z dwie godziny z haczykiem, co bardzo mi się nie podobało.
Nowe nabytki, nadal lodowato zimne, pozostały na swoim miejscu, z czym moja moc nie mogła się pogodzić. Była równie zadowolona jak ja. Przyznam, że wolę cieplejsze klimaty, a bransoletki o temperaturze równej tej na Antarktydzie zdecydowanie się tam nie wpasowywały.
Mój przyszły nauczyciel Obrony przed Czarną Magią (o czym nie raczył mnie wcześniej poinformować, no bo po co?) postanowił zostawić moją skromną osobę przy fontannie w holu Ministerstwa, skąd odebrać mnie miała moja matka chrzestna. Ciekawe, czym moi przewspaniali rodzice są tak zajęci, że nie mogą zabrać swej jedynej córki z gmachu, w którym matka bywa prawie codziennie. Ale nie nadwyrężajmy ich cennego czasu, bo nie jestem go warta. Jak zawsze.
Przyglądałam się z uwagą pięknej ozdobie, choć Lord V. przyprawiał mnie o dreszcze. W wodzie błyszczała masa drobniaków: knutów i sykli, a nawet dwa czy trzy złociste galeony, które wrzucili tam odwiedzający, czekający na łut szczęścia. Próżne nadzieje, moi państwo, nie ma czegoś takiego!
A potem usłyszałam i c h. Ale nie tylko ja, o nie! Słyszało ich na pewno całe Ministerstwo, od góry do dołu, sam szanowny Minister podskoczyłby na krześle, gdyby do jego uszu dotarło to wycie piekielnych pomiotów.
– Oddawaj to, kretynie!
Dziwnie znajomy głos wydarł się tak, że cały tłum śpieszących się czarodziejów momentalnie stanął w miejscu i spojrzał w ich stronę z naganą.
– Nie ma szans! Ojciec nareszcie cię uziemi! – Chłopak, bo ów głos z pewnością należał do mężczyzny, uradowany z siebie znajdował się podejrzanie blisko mnie.
Powoli odwróciłam się na pięcie do tych debili, którzy robili z siebie przedstawienie przed...
ŁUP!
Nawet nie wiem kiedy jakieś duże, miękkie ciało wpadło na mnie z impetem i popchnęło do krystalicznie czystej i lodowatej wody.
– K-k-kurka wodna! – wrzasnęłam, gdy mój tył znalazł się w fontannie i wyrzucił w górę zdecydowanie nie małą ilość przezroczystego płynu. 
Mokre spodenki. Totalnie przemoczona koszulka, przez którą prześwitywał biustonosz w groszki. 
Kuuuuuuuuurwa! Zabiję ich! Rozszarpię, a potem przerobię na mielonkę i podam Jasperowi przy najbliższej okazji, za to zaklęcie cenzurujące.
– Nic ci nie jest? – zapytały chórem dwa głosy, należące do moich oprawców.
Uniosłam głowę w górę i spod wilgotnych rzęs rzuciłam mordercze spojrzenie dwóm facetom, którzy gapili się na mnie z zakłopotaniem.
O fuck. Fuck. Fuckfuckfuckfuck.
Dość wysocy. Chudzi. Mniej więcej w moim wieku. Jeden nosi okulary. Okej, zniosę. Ale te czarne włosy w artystycznym nieładzie?! A oczy tego niższego? Zielone. W kształcie migdałów.

Bez wątpienia miałam przed sobą Jamesa i Albusa Potterów.


Witam Was w Nowym, 2016 roku!
Nowy rozdział, a w nim akcja nadal wlecze się niemożliwie, lecz coraz bliżej nam do prawdziwego rozpoczęcia tej historii! 
Wiem, że nie było mnie stanowczo zbyt długo. Nie mam jednak wymówki, bo kolejne zbywanie Was nimi byłoby totalnym brakiem szacunku. Prawda jest taka, że pierwszy semestr zawsze jest trudny. A pierwszy semestr w nowej szkole bywa jeszcze gorszy, szczególnie, gdy jesteś tam totalnie sam. Było, jak było, ale już jest lepiej ;) Następnego rozdziału możecie spodziewać się jeszcze w tym tygodniu. Będą się one pojawiać regularnie, w niedziele, co dwa tygodnie. Ostrzegam – mogą pojawiać się w nich wulgaryzmy.
Chcę życzyć Wam dużo zdrowia, szczęścia, wytrwałości w postanowieniach noworocznych oraz wszystkiego, czego tylko możecie sobie życzyć w 2016!
Pozdrawiam cieplutko,
Storm Hunter ♥

11 komentarzy:

  1. Pierwszy raz trafiłam na opowiadanie o Nowym Pokoleniu ;) To znaczy, trafiałam na jakieś, ale żadne nie wciągnęło mnie aż tak bardzo. Narazie przeczytałam trzy rozdziały i jestem urzeczona. Dosłownie zakochałam się w Twoim stylu pisania; wszystko czyta się tak lekko i przyjemnie, opisy są ciekawe, a dialogi świetne i dynamiczne. Podoba mi się też to, że bohaterowie są bardzo barwni i różnią się od siebie, niestety wielu twórców popada w jakąś taką rutynę i ich bohaterowie zmieniają się w takie nudne kupy błota, z których ktoś coś próbuje nieudolnie ulepić.
    Zrobię sobie krótką przerwę i przeczytam czwarty rozdział, wtedy też postaram się o dłuższy komentarz. I chyba zacznę spisywać swoje ulubione cytaty XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, przeczytałam. Na początku mam jedno małe pytanko:
    JAK MOŻNA BYĆ TAK CHOLERNIE UTALENTOWANYM JAK TY?!?!?! Boże drogi, masz tyle talentu, że można byłoby wykarmić nim wszystkie dzieciaczki w Afryce. Pisałam już wyżej, że Twoje opisy są rewelacyjne (kocham opis fontanny), a dialogi dynamiczne i ciekawe (sceny z Jasperem - bezcenne) ALE TO JUŻ JAWNE PRZEGIĘCIE!
    Z czystym sumieniem oznajmiam: to jest najlepsze opowiadanie w blogosferze. Mam wrażenie, że czytam książkę jakiegoś doskonałego autora. Wierzę, że kiedyś będziesz doskonałą autorką! Kto wie, po moich studiach wydaje się książki, chętnie Twoją wydam... Chcesz pójść na taki deal? XDDD

    Okej, od ogółu, do szczegółu, więc czas na szczegóły.
    Po kolei, od początku… więc prolog. Najpierw myślałam, że będziemy mieli do czynienia z jakąś uroczą historyjką szczęśliwej rodzinki albo wręcz przeciwnie – że rodzice Cassandry nagle tragicznie zginą, a ona, kierowana chęcią zemsty będzie hardo walczyć, a tu JEEEBS, Harry Potter, szef wszystkich szefów, Auror nad Aurorami, ta daaam! Zaskoczyło mnie to. Swoją drogą, Potter w tej wersji mnie przeraził. Nie jest to moja ulubiona postać, no ale żeby być aż takim zwyrolem, żeby rodzicom dzieciaczki zabierać… ale zyskał sporo w późniejszych rozdziałach. Także, spoczko Harry, nadal możemy być ziomkami.
    Podoba mi się pomysł na tę całą „szkołę dla łowców”. Jezu, nie chcę już Ci tak komplemencić, ale miałaś GENIALNYYYYYY pomysł z tym. Swoją drogą, powiedz mi, czy dobre mam skojarzenia, że gdy słyszę „łowca” widzę Winchesterów? ;>
    Alex to świetna postać. Taki kochany starszy ziomeczek-braciszek… I tak wiem, że będą razem! Huehuehue *szatański śmiech* XD Nie no, dżołkin'. Jak nie będą, to wybaczę.

    Lecimy dalej! Pierwszy rozdział… podoba mi się na początku ta, hm, „wewnętrzna rozmowa” Cassandry. Historia Instytutu z Salem jest świetnie napisana. Po raz setny gratuluję Ci pomysłu na to! I teraz uwaga, uwaga, znów pogratuluję Ci pomysłu! Ależ to zaskoczenie, nie? :D
    Nie no, tak poważnie, zastanawiałam się jakież to będą te tajemnicze zdolności naszej bohaterki, ale tego się nie spodziewałam. Ona jest nieprzyzwoicie zajebista. Strasznie się z nią identyfikuję; współczułam jej ciężkiej przeszłości, jakby była realną postacią. OMG chyba się wciągnęłam za mocno :O

    W drugim rozdziale jest HAAAARRRY <3 Jezu, ja mi się podoba ten Harry z Twojego opowiadania. Mimo, że w prologu mnie przeraził, teraz jest super. Jest takim kochanym tatkiem, a jednocześnie autorytetem i mentorem. On będzie kiedyś drugim Dumbledore'm, czuję to! Ten uczuć silny we mnie jest! XD
    „Delikatnie mówiąc, zaliczyłaś glebę. Taką efektowną, z wypaleniem dziury w podłodze.
    Alex, wynoś się z mojej głowy.” - tak jak mówiłam, chyba zacznę spisywać sobie ulubione cytaty XD
    „Gdzie zgubiłeś tutu? Może w swoim pustym łbie? Idź go poszukaj i spieprzaj z mojego!” - sejm situejszyn.

    W trzecim rozdziale znów Harry <3 Mówiłam już, że jest wspaniały? Nie? A więc Harry z Twojego opowiadania jest wspaniały! XD Mam to powtórzyć? XDDD
    Przynudzam, wiem… Ale konkrety, welniewicz, konkrety… więc w tym rozdziale bardzo podobała mi się rozmowa Harry/Cassandra. Nie wiem czemu, to świetna scena. TAAAK, i ten legendarny opis fontanny. Zazdroszczę Ci umiejętności tworzenia opisów pomieszczeń, budowli i takich tam. Zawsze mam z tym problem :< Wychodzą mi jakieś zdania naczelnie kosmicznie chujemujedzikiewęże podrzędnie złożone i jest słabo. A u Ciebie tak lekko no i przyjemnie się to czyta. Cała akcja z Jasperem to coś pięknego, śmiałam się i wzruszałam na zmianę… Jasper cwaniaczek jeden z tymi emocjami XD

    MUSZĘ PODZIELIĆ KOMETARZ NA DWIE CZĘŚCI BO SIĘ NIE CHCE DODAĆ ALE FAZA XDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  3. I rozdział czwarty… CZEMU TAKI KRÓTKI?!?!?!?!?! :<<<<< Dalej akcja z Japerem, dalej świetna… Więcej tego, błagam!
    Jestem ciekawa perypetii Cassandry w Hogwarcie.
    I teraz tak całkiem na poważnie: pisz, dziewczyno, pisz jak najwięcej, bo masz talent jak mało kto. Jestem urzeczona. Przeczytałam w życiu setki blogów i tak dobrego nie widziałam; uwierz, siedzę w blogosferze osiem lat. Jesteś odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu.

    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział! Duuuużo weny i więcej takich doskonałych pomysłów w nowym roku! <3 <3

    Komentarz wyszedł na jedną stronę w Wordzie XD Chyba pobiłam swój rekord. Mam nadzieję, że dałaś radę doczytać do końca to, co tu nabazgrałam XD
    <3!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze - nie wiem, co powiedzieć :')
      Ja i talent... Czy ja wiem? :') To po prostu tona albo dwie książek, które chłonę jak gąbka i pożeram jak prawdziwy mól książkowy, przez co mój umysł przesiąkł nimi do cna. <3
      Harry... Na naszym Wybrańcu wojna odcisnęła swoje piętno, zresztą jak na każdym jej uczestniku. Już wcześniej miał swoje nastroje, niczym kobieta w trakcie PMS, a na „starość”... ;)
      Jestem przerażona jakością prologu, bo uważam, że mógł być dużo, dużo lepszy, ale każdy kiedyś zaczynał. Miał być bardziej mhrooooczny, ale nie chcę przerażać czytelników już na początku... A ta historia czasem przyprawia o dreszcze i mnie.
      Nasi bohaterowie dla mnie są już żyjącymi, oddychającymi ludźmi, bo wielu z nich ma duszę moich przyjaciół z realnego życia, którym zawdzięczam ogromną ilość cudownych, barwnych wspomnień. A co do nich:
      *Cassandra (woli Cath, ale to w następny rozdziale) jest trudna xD Alex wie to najlepiej. Dziewczyna ma ze sobą problem, co widać
      * Alexander (kocham jego imię ♥), pocieszne stworzenie, kocha Cath jak siostrę i nie nudzi go zabawa w starszego brata, ku utrapieniu małej le Fay.
      *Jasper... to Jasper, nie ma co wyjaśniać. :')
      Historia Instytutu była ciężka do poskładania w całość, a nowy film Rowling rozwala mi koncepcje, ale co tak :') Cieszę się, że się podoba :)
      Pozostałe rozdziały mi się podobają, choć wymagają zbetowania :/ Muszę poszukać bety, ale mam za dużo na głowie.
      Perypetie Cath w Hogwarcie... Nie raz się uśmiejesz :') Już widzę miny czytelników, gdy zobaczą jej relacje z rodziną, a tam... O Merlinie, Morgano i wszyscy magiczni!
      Nawet nie wiesz, ile radości sprawiłaś mi tym komentarzem <3 A owa radość jest podwójna, bo to 100 komentarz xD
      Rozdział powinien pokazać się 6 stycznia, bo wolne itede.
      Pozdrawiam cieplutko i przepraszam za nieskładną odpowiedź, ale to ja... jestem po prostu nieogarnięta :')
      Storm Hunter

      Ps. Jak ci się podoba końcówka rozdziału 4? Bo to moja ulubiona scena, z tych które na razie napisałam. ♥

      Usuń
    2. No meeeeega mi się podoba, jak wszystko tutaj! XD
      Jezu, jeśli ten talent to serio zasługa książek to spadam czytać! :P

      Usuń
  4. "Jego nie chcemy przerobić go na dupko-doga, tak?" - bez tego "go", proszę ;D
    "Kiedyś kontynuujemy ten temat." - jakoś mi to zdanie zgrzyta. Nie lepiej by było "kiedyś dokończymy ten temat"?
    "Stąd uczucie rozchodzenia się go po żyłach, razem z krwią, choć to fizycznie nie możliwe." - niemożliwe ;)

    Trochę dziwna ta Cath xD Najpierw żąda wyjaśnień, a jak już Jasper zaczyna gadać, to ona ziewa i idzie spać? Haha, okej, nie wnikam :D

    Rozdział mi się bardzo podoba! Jest całkiem zabawny, wbrew pozorom. Zaklęcie cenzurujące - zajebiaszcze! Czasami sama bym takiego użyła na samej sobie, bo mam wrażenie, że niekiedy zdarza mi się ostro przegiąć.

    Jestem mega ciekawa, jak potoczy się rozmowa Cath (kurde, jakoś nie mogę, dlaczego Cath, a nie Cass?) z Jamesem i Albusem. Mam wrażenie, że pomimo MOKREGO pierwszego wrażenia, zostaną przyjaciółmi ;)

    Pozdrawiam ciepło w te zimowe dni!
    Ciao :*

    PS. Dziękuję za komentarz u mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! ;)
      Dzięki na wypisanie błędów, już wszystko naprawiłam i powinno być okej.
      Oj, nasza Cath (wyjaśnienie dlaczego akurat "Cath" miało być w tym rozdziale, ale wyszło za długo i podzieliłam na dwie części) jest dziwna. Chociaż w sumie, Jasperowi zdarza się przynudzać, zawód zmienia ludzi xD
      Nie ma za co dziękować, u Ciebie zawsze staram się komentować na bieżąco.
      Ja również pozdrawiam,
      Storm Hunter ♥

      PS. Życzę kocyka, dobrej książki i kakao - najlepsze na mrozy ^^

      Usuń
  5. Wybacz, że komentuję dopiero teraz, ale miałam lekkie urwanie głowy! ;) Rozdział fantastyczny, najbardziej rozwaliło mnie "mów do mnie jeszcze"! :D No i oczywiście fantastyczne zaklęcie cenzurujące, biedaczka... Ciekawa jestem bardzo jak się będzie dogadywać z synami Pottera... ;>

    Pozdrawiam cieplutko i czekam na nowy rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :*
      Z tym rozdziałem to jest ciekawie, bo mam przygotowane dwa, dokończone w 50% :')
      Również pozdrawiam,
      Storm ♥

      Usuń
  6. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :D
    [sevfiction.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział, wreszcie pojawiają sie Potterowie :D Bardzo interesujące opowiadanie, moc Cath jest świetna i jej przeszłość sprawia że główna bohaterka jest bardzo interesująca. Jestem strasznie ciekawa jak rozwinie sie pierwsza rozmowa Cath z chłopakami :D Czekam na kolejną notkę

    OdpowiedzUsuń